Wróblewski na przesłuchaniu Autoklubu

czw, 13 września 2018 godz. 17:52:42 skomentuj rajdy

Kacper Wróblewski | fot. Maciej Niechwiadowicz

Kacper Wróblewski, świeżo upieczony mistrz Polski w klasie 2WD, porozmawiał z Autoklubem o swoim życiowym osiągnięciu i podsumował kończący się w przyszłym tygodniu sezon. Zapraszamy do lektury.

- Gratulujemy mistrzowskiego tytułu. Jak wielki sukces jest to dla Ciebie?

KW: - Dziękuje bardzo! Jest to dla mnie, jak i mojego pilota: Jacka Spentanego, bardzo duży sukces, na który ciężko pracowaliśmy z całym zespołem. Przyznam, że jeszcze to do mnie nie dociera, ale może po Rajdzie Polski dotrze ;) Chciałbym też podziękować Jackowi Jureckiemu i Michałowi Treli za wspaniałą walkę. Sądzę, że nasza rywalizacja dała bardzo dużo frajdy kibicom, ale też bardzo mocno podniosła nasz poziom jazdy i nawzajem jeszcze bardziej nakręcaliśmy się do robienia jeszcze lepszych czasów!

- Co okazała się najtrudniejsze, a co najłatwiejsze w tym sezonie?

KW: - Nic nie było najłatwiejszego. Wszystkie rzeczy, które robiliśmy, wymagały bardzo dużego skupienia, a najtrudniejsze myślę, że były na dla nas dwa ostatnie rajdy, gdzie teoretycznie tak się sytuacja układała, że musieliśmy tylko dojechać. Na Rajdzie Rzeszowskim trzeba było dowieźć ogromną przewagę w bardzo trudnych warunkach. Z kolei na Rajdzie Elektrenai "tylko" dojechać, bo po złapaniu kapcia, przy tak krótkich odcinkach, nie mieliśmy praktycznie szans na wyższe miejsce niż trzecie w 2WD.
Kacper Wróblewski | fot. Maciej Niechwiadowicz
- Tytuł wywalczyłeś na szutrowym Rajdzie Elektreny, czyli na nawierzchni, która chyba nie jest jak na razie Twoją mocną stroną. Jak podsumujesz ten występ?

KW: - Uważam całkowicie inaczej ;) Może nie jest najmocniejsza, bo mamy mało kilometrów zrobionych na szutrze, ale uważam, że prędkość jest. W zeszłym roku w naszym pierwszym starcie na szutrowej nawierzchni wygraliśmy "ośkę" i klasę 4 w Rajdzie Gdańsk Baltic Cup. Niestety na tym rajdzie - Elektrenai, nie ułożyło się wszystko po naszej myśli. Chcieliśmy walczyć o wygraną. W porządku, pierwszy sobotni oes był niewypałem, ale drugi to już bardzo dobre tempo i niewielka strata. Trzeci był bardzo dobry w naszym wykonaniu - wygraliśmy go. Niestety kapeć na czwartym odcinku pozbawił nas szans na jakąkolwiek walkę o zwycięstwo. Jacek jechał bardzo szybko i wydaje mi się, że mogliśmy nawiązać z nim walkę. Jednak gdybyśmy wygrywali sekundę, dwie, trzy na tak krótkich odcinkach to i tak nie odrobilibyśmy 1,5 minuty, które straciliśmy przez kapcia. Odcinki były po prostu za krótkie, by gonić, a w sytuacji, w której byliśmy, nie mogliśmy też sobie pozwolić na nadmierne ryzyko. Trzeba było do tego podejść strategicznie i czysto matematycznie.

- Na Rajdzie Polski zostałeś zgłoszony również do rywalizacji w ERC3, to zapowiedź przyszłorocznych startów?

KW: - Miałem taki plan od początku, żeby zgłosić się w Juniorach. Chcę się porównać do czołówki U27, czyli klasy juniorskiej, a czy zapowiedź? Zobaczymy, co przyniesie przyszłość?
Kacper Wróblewski | fot. Maciej Niechwiadowicz
- W tym roku bardzo mocno rywalizowałeś z Jackiem Jureckim. Czy był moment, w którym w Twojej głowie pojawiła się myśl, że możesz nie mieć szans na pokonanie go?

KW: - Nie, nigdy nie przyszło mi to na myśl! W końcu, gdyby było inaczej, to nie osiągnęlibyśmy tego wszystkiego. Zawsze mogliśmy przyśpieszyć. Jedynie jestem sportowo zły na Rajd Śląska, gdzie po wypadku na Rajdzie Nadwiślańskim i mojej chorobie w trakcie Rajdu Śląska czułem się bardzo słaby i nie miałem siły jechać. To też powodowało brak koncentracji, czego skutkiem były popełniane błędy podczas jazdy jak przestrzelone hamowania czy opóźnione reakcje.

- Kto stoi za sukcesem Kacpra Wróblewskiego?

KW: - Za naszym wspólnym sukcesem, bo przecież tytuł zdobyliśmy razem z Jackiem Spentanym! Na pewno jest to Łukasz Habaj - wiedza, doświadczenie i cenne rady. Ogromny wkład w ten sukces ma RALLYTECHNOLOGY - nie zawsze było kolorowo w trakcie sezonu i mimo moich błędów zawsze stali za mną murem i pomagali jak mogli. To dzięki nim skończyliśmy sezon jak należy! Również nieocenione było wsparcie Magdy, mojej narzeczonej, która dzielnie zajmowała się naszą córką, pod moją stałą nieobecność i nawet jak byłem w domu, bo moja głowa była już na rajdzie, a Zosia pojawiła się w naszym życiu praktycznie na miesiąc przed sezonem. Oczywiście nie pojawilibyśmy się też na starcie, gdyby nie nasi partnerzy - Wirtualna Polska, eSky Polska i RMF FM. A sięgając do korzeni to bardzo duży wkład w to miał również Piotr Woś, który za młodu uczył mnie jeździć, czy też właśnie Jacek Spentany, który swoją wiedzę przekazywał mi latami - nie tylko podczas tego sezonu! Nie mogę również zapomnieć o moich rodzicach, dzięki którym zacząłem jeździć i pozwolili mi na to oraz wspierali jak mogli. Nie jestem w stanie wymienić tu wszystkich, ale za tym sukcesem stoi wiele osób, przyjaciół i kibiców, którzy byli za mną od początku i bardzo mocno nas dopingowali! Za co ogromnie DZIĘKUJĘ!!!

fot. Maciej Niechwiadowicz