Wróbel z Wieromiejczykiem w RSMP i Grzybem w ERC

sob, 24 lutego 2018 godz. 16:14:00 skomentuj rajdy

Jakub Wróbel | fot. Marcin Snopkowski

Jakub Wróbel, który w tym roku rozpoczął sezon od startu na prawym fotelu Michała Wieromiejczyka w Rajdzie Szwecji, podzielił się z Autoklubem wrażeniami z zimowej rundy mistrzostw świata oraz zdradził, jakie ma plany na ten sezon.

- Jesteś jednym z najbardziej zapracowanych pilotów w Polsce. Dwa lata temu startowałeś w mistrzostwach Polski i wielu rajdach za granicą, a w poprzednim sezonie doszły także starty w mistrzostwach Europy i Słowacji. Rola pilota to już Twój zawód, czy traktujesz to jako odskocznię od normalnego życia?

JW: - Ze stałej pracy zrezygnowałem w... 2014 roku, od tamtego momentu starty w rajdach przeplatałem pracą dla Roberta Hundli i jego Driving Acadamy oraz sporadycznie dla ABJTK. W kolejnych sezonach zwiększała się ilość startów oraz rosła ranga zawodów, przez co te wyjazdy stawały się coraz dłuższe. Rekordowy pod tym względem był sezon 2015, gdzie można naliczyć na moim koncie 19 startów. Przy tak naprężonym kalendarzu ciężko jeszcze o pracę, dlatego wraz z Klaudią Temple od 5 lat prowadzimy firmę zajmującą się sprzedażą akcesoriów do sportów motorowych. Paradoksalnie im więcej jeździmy, tym bardziej ją rozwijamy pomiędzy naszymi startami. Jak widać, w zasadzie całe życie kręci się wokół motosportu, więc ciężko wyjazd na rajd traktować jako odskocznię od normalnego życia ;)

- Ten sezon rozpocząłeś od Rajdu Szwecji u boku Michała Wieromiejczyka. Jak podsumujesz ten start?

JW: - Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyjazdu do Szwecji. Skutecznie realizowaliśmy postawione przed nami cele. Ogólnie rzecz biorąc plan na ten rajd zakładał pokonanie jak największej liczby kilometrów oesowych oraz zebranie cennego doświadczenia przed zbliżającym się sezonem Mistrzostw Polski. Michał tak naprawdę ciągle raczkuje w świecie rajdów jednak postępy, jakie robi w tak krótkim czasie napawają nas dużym optymizmem. Jak na debiutanta w tak trudnej imprezie, mimo nieukończenia rajdu oceniam nasz występ na mocne 4+!

- Co planujecie dalej i jak wyglądają Twoje plany na ten rok?

JW: - Wraz z Michałem zaliczymy Rajd Valasska w Czechach oraz cały sezon RSMP, z przyczyn osobistych odpuszczamy Rajd Świdnicki. Jeśli wszystko będzie w porządku, to chcielibyśmy pojechać jeszcze jakiś większy rajd po sezonie Mistrzostw Polski. Żebym nie siedział za dużo w domu jako drugi cykl w tym roku wybrałem sobie... Mistrzostwa Europy u boku Grześka Grzyba. Zaliczymy razem Rajd Wysp Kanaryjskich, Akropolu i Rzymu... co będzie dalej, wyjaśni się pewnie w trakcie sezonu.

- Zasiadasz na prawym fotelu u Grzegorza Grzyba, Marcina Słobodziana i Michała Wieromiejczyka. Łatwo jest Ci przestawić się ze sposobem dyktowania w różnych samochodach z różnymi kierowcami?

JW: - Najgorsze są pierwsze metry przy przesiadce ze słabszego auta do samochodu klasy R5, niejednokrotnie na testach przedrajdowych jak Grzesiek odpalił Skodę w trybie oesowy, przez głowę przewijało się milion myśli, czy aby na pewno dam sobie rade? Sytuacja uspokaja się zazwyczaj po pokonaniu 2/3 zakrętów. Samochód klasy R5 mimo tego, że porusza się po odcinkach z zawrotnymi prędkościami (v-max Skody 208 km/h, który niejednokrotnie osiągaliśmy w zeszłym sezonie) zapewnia bardzo duże poczucie komfortu i uczucie spokoju podczas pracy. Pewnie bardzo dużą w tym zasługa Grześka, który jest wprost wymarzonym partnerem w relacjach kierowca/pilot. Życzę każdemu, żeby miał okazję jeździć z tak doświadczonym i otwartym kierowca, u którego boku można się wiele nauczyć. W przypadku czytania notatek największą różnicą między Marcinem a Michałem/Grześkiem to kolejność wypowiadania komend. Marcin stosuje zapis 5L, a pozostali kierowcy L5. Nie uważam, żeby stanowiło to jakąś dużą trudność. Podczas testów przedrajdowych i samego zapoznania czytamy te komendy tyle razy, że później przychodzi to wszystko naturalnie.

- Na koniec. Jak ocenisz nowe regulaminy RSMP?

JW: - Moje zdanie jest niestety niepopularne, ale... jestem za. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy długich rajdów, a wyjazdy na mistrzostwa świata czy mistrzostwa Europy utwierdzają nas w tym, że to są prawdziwe rajdowe przygody, ale... rajdy w naszym kraju to w 90% ludzie, którzy sami finansują swoje starty, Oni te pieniądze muszą najpierw zarobić. Na przykładzie Rajdu Świdnickiego w zasadzie nie potrzeba brać wolnego albo co najwyżej 1 dzień w przypadku dojazdu z oddalonych od Świdnicy miast. Listy od kilku lat tylko się kurczą i trzeba zrobić coć, żeby ściągnąć świeżą krew do tego sportu. Mam nadzieję, że ten ruch podniesie frekwencje na rundach RSMP.

fot. Marcin Snopkowski