Słobodzian na przesłuchaniu Autoklubu

czw, 4 października 2018 godz. 17:55:27 skomentuj rajdy

Marcin Słobodzian | fot. Mateusz Banaś

Marcin Słobodzian, który w tym roku wywalczył tytuł mistrza Polski w klasie Open N, pojawił się na przesłuchaniu Autoklubu, by podsumować miniony sezon i zdradzić rąbka tajemnicy, co planuje na rok 2019. Zapraszamy do lektury.

- Gratulujemy mistrzowskiego tytułu w klasie Open N. Warto rozpocząć tę rozmowę od podsumowania asfaltowej części sezonu, podczas której przytrafiły ci się tylko dwie "porażki". Jedna z Filipem Nivettem, a druga z Wojciechem Chuchałą, który jednorazowo powrócił do startów podczas Rajdu Rzeszowskiego. Jak to wyglądało z Twojej strony?

MS: - Asfaltowa część sezonu w naszym wykonaniu była bardzo dobra. Od początku roku mieliśmy dużo lepsze tempo niż w poprzednim sezonie, więc zanotowałem duży progres. Tylko w dwóch rajdach wywalczyliśmy drugie miejsca. Proto Filipa było poza naszym zasięgiem technicznym i nie byliśmy w stanie z nim walczyć, ale na Rajdzie Rzeszowskim pokazałem bardzo dobre tempo, z którego jestem zadowolony. Na odcinkach, gdzie nie miałem problemów, walczyłem jak równy z równym z Wojtkiem. Spodziewałem się, że będzie gorzej, a było naprawdę dobrze. Asfaltowe rajdy były bardzo udane i nie miałem większych problemów. Jestem zadowolony z progresu, który poczyniłem.

- Kolejną rundą RSMP był Rajd Elektreny. Jechałeś na niego ze świadomością, że masz szanse na mistrzowski tytuł, czy dowiedziałeś się o tym po rajdzie?

MS: - Przed rajdem wydawało nam się, że nie mamy szans na przywiezienie do Polski mistrzowskiego tytułu. Szanse były minimalne i nie nastawialiśmy się na to. Skupiliśmy się na dobrym występie, ponieważ to był mój pierwszy start na szutrze po dłuższej przerwie. Moje doświadczenie z tą nawierzchnią też jest niewielkie. Udało nam się jednak zrealizować nasze cele, które pomogły przypieczętować mistrzowskie korony. To był miły dodatek do całego rajdu.
Marcin Słobodzian | fot. Mateusz Banaś
- Jedynie sto kilometrów oesowych rozstrzygnęło finał sezonu w OPEN N. Po tym starcie kolejnym był Rajd Polski, runda mistrzostw Europy. Czy ta krótka rozgrzewka wystarczyła, by na Mazurach od początku jechać właściwym rytmem, czy potrzebowałeś dłuższego przyzwyczajenia się do szutrów?

MS: - Już na Litwie znalazłem swoje tempo. Bardzo dużo pomogły nasze zimowe testy. Jazda na kolcu to zdecydowanie co innego niż opona szutrowa, ale wiele rzeczy jest podobnych. Pod koniec Rajdu Elektreny byłem bardzo zadowolony z naszego tempa. Na Rajdzie Polski nie musiałem myśleć o walce o tytuł i nie sprawdzałem czasów. Jechaliśmy dobrym tempem bez problemów. Z czasem przyspieszałem, ale już na początku miałem właściwą prędkość. Rajdy szutrowe ułożyły się dla nas bardzo dobrze i nie mamy czego się wstydzić. Mieliśmy tempo lepsze niż zawodnicy, którzy mają dużo większe doświadczenie na szutrze.

- Na Rajdzie Polski nadal zdobywałeś doświadczenie na nawierzchni szutrowej, ale przed startem nie miałeś myśli, że skoro mam już mistrzowski tytuł, to pojadę od pierwszego odcinka na sto procent?

MS: - Pozwalałem sobie na więcej. Chciałem pojechać najlepiej jak potrafię. Nie musiałem kalkulować. Pozwalałem sobie na więcej niż na wcześniejszych rajdach i odnalazłem się w tym tempie. Nie mieliśmy większych przygód. Co prawda na rajdach szutrowych częściej zdarzają się małe obcierki niż na asfalcie, ale każdy zawodnik tego doświadcza.
Marcin Słobodzian | fot. Mateusz Banaś
- Poza Rajdem Rzeszowskim, w tym roku sam broniłeś barw Subaru. Odczułeś to w tym sezonie i czy w związku z tym zaangażowanie zespołu było większe niż to prezentowane przy dwóch autach?

MS: - Z pewnością dało się to odczuć, ale nie mam też powodów do narzekań pod względem poprzedniego sezonu. W każdym zespole da się odczuć różnicę w pracy przy jednym i dwóch autach. Różnica musi być jednak zauważalna i czułem to przez cały sezon. Dla mnie to było pozytywne i mogłem z tego w pełni korzystać. Myślę, że naprawdę dobrze wypadła nasza współpraca.

- Zespół został zredukowany o część, która do tej pory zajmowała się pracą z Mikołajem Marczykiem, czy w tym roku wybrano najlepszych z najlepszych i była to mieszanka obu zeszłorocznych ekip?

MS: - Tak naprawdę w Subaru jest trzech stałych mechaników, którzy w zeszłym sezonie obsługiwali dwa auta. Dodatkowe osoby są zatrudniane na same rajdy i pracują rotacyjnie. To grono zmienia się, ale osoby, które były w Subaru w zeszłym roku, pojawiły się także w tym sezonie. Nie musiałem poznawać nowych osób i ze wszystkimi dobrze żyję, więc bezwzględu na to, kto jest na rajdzie, zawsze mam do pomocy świetnych fachowców.
Marcin Słobodzian | fot. Mateusz Banaś
- Samotne bronienie barw zespołu było najtrudniejszym aspektem tego roku, czy pojawiła się jakaś większa trudność, z którą musiałeś się zmagać?

MS: - W tym sezonie nie było jednej wyjątkowej kwestii, która sprawiała mi trudność. Całe założenie, które miałem na ten sezon, skrupulatnie realizowałem i w trakcie sezonu nie pojawiły się żadne niespodziewane sytuacje. W porównaniu do moich poprzednich startów w rajdach i wyścigach, ten sezon był najbardziej udany. Nie było problemów i głupich awarii. To był najspokojniejszy i bezproblemowy sezon w mojej karierze.

- Co dalej? Rozumiem, że pojedziesz jeszcze Barbórkę Warszawską z zespołem Subaru, ale co planujesz na kolejny rok?

MS: - Na razie nie mam nic pewnego. Cały czas prowadzimy rozmowy. Jedną z szans jest pozostanie w zespole Subaru, ale wówczas nie będziemy startować w Polsce. Nie znam jeszcze szczegółów, więc nie mogę nic więcej powiedzieć. Szukam też innych opcji. W dzisiejszych czasach, by rywalizować w autach czteronapędowych na najwyższym poziomie, trzeba szukać szans na starty w aucie klasy R5. Przeskok pod względem wielkości budżetu jest jednak spory, ale bardzo chciałbym pościgać się tym autem. Zarówno w Polsce, jak i w Europie najlepsi jeżdżą tymi samochodami. Czy uda mi się wsiąść do R5 w przyszłym roku, czy później, nie jestem na razie w stanie tego określić.
Marcin Słobodzian | fot. Marcin Kaliszka
- Śledziłeś dokonania Mikołaja Marczyka?

MS: - Oczywiście, że tak. Rozmawialiśmy na każdym rajdzie i cały czas utrzymujemy kontakt. Patrzyłem, jak rozwija się za kierownicą Skody. Zaliczył bardzo dobry sezon, który świetnie skończył i miał ogromne szanse na mistrzowski tytuł w pierwszym sezonie w R5, więc może ten rok zaliczyć do udanych.

- Zaskoczyło Cię jego tempo?

MS: - Było tak jak przewidywałem przed sezonem. Spodziewałem się, że będzie szybki i wraz z trwaniem sezonu będzie w stanie walczyć o zwycięstwa w rajdach. Nie zaskoczyła mnie jego forma.

- W tym roku startowałeś z Grzegorzem Dachowskim. Jak układała się współpraca między wami?

MS: - Było bardzo dobrze. Z Grześkiem znamy się od lat, więc na początku nie przeżyłem szoku w związku ze zmianą opisu i dyktowania. Od razu wszystko zadziałało i razem uczyliśmy się i poprawialiśmy z rajdu na rajd. Było bezproblemowo. Grzesiek jest fantastycznym pilotem z dużym doświadczeniem i naprawdę dużo pomógł mi w tym roku.