Rajd Polski 2017 - Noworól: PZM otrzymał propozycję dalszej współpracy

śro, 5 lipca 2017 godz. 18:13:16 skomentuj rajdy

fot. TGRWRT

Jarosław Noworól, dyrektor Rajdu Polski, po dzisiejszych artykułach i uwagach pojawiających się w zagranicznych mediach, postanowił skomentować dla Autoklubu jak wygląda kwestia dalszej organizacji rundy mistrzostw świata w Polsce.

- W związku z wieloma komentarzami, które pojawiają się w zagranicznych mediach, o wypadnięciu z kalendarza WRC Rajdu Polski, chcielibyśmy poprosić Pana o kilka słów komentarza do dzisiejszych informacji. Czy faktycznie istnieje realna groźba, że zabraknie polskiej rundy WRC?

JN: - W tej chwili posiadamy jednoroczny kontrakt z promotorom i to było podane do opinii publicznej. Umowa opiewała na rok 2017. W czasie Rajdu Polski odbyły się rozmowy pomiędzy promotorem WRC i prezesem PZM, Panem Andrzejem Witkowskim. Otrzymaliśmy określone warunki finansowe i organizacyjne, które musimy spełnić, jeśli chcemy utrzymać rajd w WRC. Z jednej strony mamy FIA i komisję WRC, które decydują o kalendarzu, ale bardzo dużo do powiedzenia w tej kwestii ma również promotor, który przedstawia swoją wizję. Odbyliśmy już rozmowy z promotorem i polska federacja otrzymała propozycję dalszej współpracy na określonych warunkach. W tej chwili zastanawiamy się, czy jesteśmy w stanie podołać organizacyjnie i czy posiadamy odpowiednie zaplecze finansowe. Drugim aspektem są kwestie sportowe i bezpieczeństwa. Na tym rajdzie zrobiliśmy wszystko, co byliśmy w stanie zrobić. Pogoda i kibice nie ułatwili nam pracy i nie potrafimy dotrzeć do niektórych ludzi. Część kibiców działała jak w amoku. Mogę powiedzieć, że polscy kibice zachowywali się prawidłowo. Współpracowaliśmy z radiem rajdowym, które pomagało nam rozwiązać sporne kwestie na odcinkach. Mieliśmy sygnały, że świadomi kibice bardzo często informowali o źle ustawionych kibicach i prosili o przestawienie ich w inne miejsce, by odcinek specjalny mógł się odbyć. Prosiłem też przez radio, by kibice pilnowali samych siebie. Było jednak wielu kibiców z Estonii i krajów skandynawskich. Może oni nie rozumieli tych komunikatów. Po rajdzie oglądałem materiały z niego w Internecie. W 95% na odcinkach transmitowanych na żywo ruch kibiców odbywał się poprawnie. Zdarzały się jednak miejsca, gdzie sytuacja nie była możliwa do opanowania. Nawet gdyby wysłalibyśmy sztab wojska to nie poradziły sobie z kibicami i jedynym wyjściem byłoby usunięcie ich z trasy. W poprzednich latach miałem duże zastrzeżenia do kibiców z Polski, ale w tym roku starali się pomóc organizatorowi i nie przeszkadzali w jego pracy. Dawali z siebie jak najwięcej, by pomóc w rozgrywaniu odcinka w poprawny sposób.

- Czy zwraca Pan uwagę na teorie spiskowe, które mówią o tym, że estońscy kibice przyjechali bojkotować Rajd Polski, by oni otrzymali rundę mistrzostw świata. Czy pojawiają się rozmowy na ten temat w kuluarach FIA?

JN: - Dla mnie organizacja takiego przedsięwzięcia to bardzo duży wysiłek. Pracuje przy tym bardzo duża grupa osób. W tym roku było ponad 1000 osób w zabezpieczeniu, dwustu sędziów na punktach sędziowskich, 50 zestawów karetek, ponad 100 policjantów. Jeśli dodamy do tego osoby pracujące w biurze rajdu, biurze prasowym i parku serwisowym to wyjdzie około 2000 osób dbających o rajd. Ponadto opłaty związane z pojawieniem się w kalendarzu WRC oraz kwoty dla promotora są horrendalnie wysokie. Zgromadzenie tego budżetu przez ostatnie lata nie było łatwe. Życzę powodzenia ewentualnym krajom, które ubiegają się o rundę mistrzostw świata. Niezbędne jest wsparcie państwa, które u nas jest niewielkie. Bardzo trudno zorganizować rajd opierając się o sponsorów komercyjnych. Jeśli władze Estonii lub władze Chorwacji wesprą swoje imprezy pokaźną kwotą i ten rajd będzie się odbywał, to ja będę cieszył się, że takie małe kraje mają takie możliwości. Szczerze mówiąc, jeżeli "Polski na to nie stać", to nie chce mi się wierzyć, że Estonia jest w stanie zorganizować taki rajd. Kraje, które mają rundy mistrzostw świata w Europie to silne gospodarki, lepiej notowane niż nasza. To bogatsze kraje. W mojej głowie nie mieści się zorganizowanie z powodzeniem rundy WRC w Estonii.
fot. Hyundai Motorsport
- Jeżeli spełniły się czarny scenariusz i zabrakłoby miejsca dla Rajdu Polski w WRC, to PZM przeniósłby rundę mistrzostw Europy na szutrowe oesy?

JN: - To nie do końca zależy od władz PZM. Mistrzostwami Europy rządzi promotor, firma Eurosport Events, która układa kalendarz ERC na dany sezon. W tej chwili mamy mistrzostwa Europy na Rajdzie Rzeszowskim i nie wiem, jakie decyzje podejmie promotor i czy będzie mu zależało na szutrowym, czy na asfaltowym rajdzie. Trudno to określić. Gdyby stało się tak, że mistrzostwa świata nie będą nam dane w roku 2018, to chcielibyśmy organizować rundę mistrzostw Europy na Mazurach. Co z tego wyjdzie i jakie będą propozycje promotora, nie jestem w stanie określić.

- Czy wobec tych wielu krytycznych zdań, które pojawiają się po Rajdzie Polski, nie ma Pan w głowie myśli, by odpuścić organizację mistrzostw świata w Polsce?

JN: - Dla nas organizacja rundy WRC to duża nobilitacja. Organizowaliśmy ją przez cztery lata z rzędu. Po tym czasie jestem zawiedziony, że nie mamy polskiego zawodnika w czołówce. Gdy wróciłem do domu to mój tato, który nie interesuje się rajdami, przyznał, że oglądał relacje, ale pytał, gdzie tam jest jakiś Polak? Pokazaliśmy Francuzów, Belgów, Estończyków, ale nie Polaków i pytał, dla kogo to organizujemy? On ma w tym trochę racji. Przez cztery lata nie udało się doprowadzić do czołówki WRC polskiego zawodnika. Nie mówimy tutaj o Robercie Kubicy, A Kajetan Kajetanowicz jak na razie nie może liczyć na regularne starty w mistrzostwach świata. Robimy imprezę na tym poziomie, wiedząc, jak to jest trudne i ile wysiłku kosztuje, a nie mamy lokalnej gwiazdy, która wspierałaby nas od strony zawodniczej i byłaby autorytetem dla kibiców. Estończycy przyjechali dla swojego Tanaka i rozumiem to, że musieli tu być. Polscy kibice rajdowi przyjechali na rajd, ale nie ma bodźca od strony zawodników.

- Dużo komentarzy mówi o tym, że safeciarze znajdujący się na trasie to bardzo młode osoby, które nie miały doświadczenia z rajdami samochodowymi. Czy PZM nie myślał o tym, by poprosić o pomoc związki sąsiednich krajów, które mają dużo większe doświadczenie w tej kwestii?

JN: - Nasze zabezpieczenie opiera się na pięciu ekipach sędziowskich i zabezpieczenia. Mieliśmy ludzi ze Śląska, którzy organizują mistrzostwa Śląska, rajd Śląska i Rajd Wisły. To było 210 osób. Druga grupa była z Jeleniej Góry i Dolnego Śląska, na czele z byłym dyrektorem Rajdu Karkonoskiego, Markiem Kisielem, który był kierownikiem odcinka specjalnego. On przywiózł ze sobą ludzi związanych z Rajdem Świdnickim, Karkonoskim i Dolnośląskim. Kolejne grupy były z Warszawy i one organizują też Barbórkę Warszawską, Rajd Nadwiślański i pomagają przy organizacji Rajdu Rzeszowskiego. Zaangażowaliśmy najlepszych ludzi w Polsce. Rozumiem, że gdy jest zapotrzebowanie na 150 osób, to nie zawsze te ekipy są w stanie zapewnić taką ilość i rekrutują dodatkowych członków. Z pozycji dyrektora nie jestem w stanie zweryfikować każdej z ponad 2000 osób. Odpowiadając na pytanie. Myślę, że grupa doświadczonych safeciarzy z Niemiec nie byłaby w stanie komunikować się z kibicami i nic nie zmieniłoby się. Osoby z zagranicy nie byłby w stanie dogadać się z rolnikiem, któremu kibice zniszczyli uprawy, które nie znajdowały się w oficjalnej strefie kibica. Być może musimy inaczej podejść do tego. Można wynająć firmy ochroniarskie, ale to są bardzo wysokie koszty, na które nie stać nas. Z drugiej strony nie da się być strażnikiem i grozić palcem. Jeśli ktoś z drugiej strony krzyczy, że PZM nic nie robi i nie chce mieć rundy mistrzostw świata, a sam wchodzi w szkodę i staje w niedozwolonych miejscach, to nie jest to w porządku. Organizator nie jest w stanie pilnować każdego kibica, by ten nie wyrządzał szkód. Jeśli kibice nie będą chcieli współpracować, to nic nie wskóramy. W tym roku jednak kibice z polski byli dużo bardziej odpowiedzialni i starali się pilnować obcokrajowców. Nie chcę kontynuować teorii spiskowej i wierzę, że przyjechali oni dla swoich kierowców. Polacy widzieli co dzieje się na odcinkach i byli tak samo bezradni jak safeciarze.

fot. TGRWRT