Memoriał J. Kuliga i M. Bublewicza 2016 - Mówią na mecie

nie, 3 kwietnia 2016 godz. 13:10:12 skomentuj rajdy

Jan Chmielewski / fot. Marcin Kaliszka

Poniżej prezentujemy wypowiedzi czołowych kierowców X Memoriału Janusza Kuliga oraz Mariana Bublewicza, który zakończył się w Wieliczce.

Mateusz Lisowski: - Bardzo cieszę się z tego zwycięstwa. Cały czas wspominam o tym, że Janusz [Kulig-red.] jest moim wielkim idolem. To zwycięstwo tym bardziej cieszy i dziękuję, że czuwał nad nami i pozwolił wygrać w Memoriale. Mieliśmy stosunkowo duże problemy na dwóch ostatnich odcinkach. Rozleciała nam się szpera i było bardzo ciężko. Daliśmy z Darkiem wszystko i nie odpuściliśmy do końca. Nie mogę doczekać się kolejnych startów, tym razem w RSMP. Na chwilę obecną nie jestem gotowy na walkę na prawdziwych odcinkach. Wiele rzeczy może mnie zaskoczyć. Chcę, aby tego było jak najmniej i skupiamy się na treningu oraz zbieraniu budżetu. Nie mam problemów z koncentracją. Praktycznie od dziecka muszę koncentrować się. Nawet nie muszę, a chcę, by te wyniki były jak najlepsze. Nie przyjeżdżam po to, by "przewieźć tyłka". Tor już całkowicie odpuściłem. Zakończyłem karierę dwa lata temu wygrywając w serii Blacpain, gdzie jeździłem Audi R8. Teraz koncentruję się tylko na rajdach. To moja pasja od dziecka. Nie mogłem jej realizować i teraz staram się dzisiaj cisnąć jak najbardziej.

Damian Łata: - Na pierwszym przejeździe dzisiejszego odcinka ukręciłem półoś, a na drugim wystrzelił dyferencjał na starcie. Dojechaliśmy do mety, ale ponieśliśmy spore straty. Najlepiej byłoby, gdyby takie awarie nie pojawiały się, wtedy byłoby super, ale taki jest motorsport. Treningowy start to zawsze jakieś rozruszanie się dla nas i wczucie w samochód. Pierwszy raz jechałem tym autem i myślę, że i tak jest dobrze. Nie spodziewałem się, że uda się być aż tak wysoko. Na pewno odpuścimy szutrowy rajd w RSMP. Pojedziemy w Świdnicy i w Rzeszowie, a co do pozostałych rajdów zobaczymy jak się potoczy sezon.

Andrzej Szepieniec: - Urwał się pasek klinowy i to wszystko... Jest mi trochę smutno, ponieważ było to na 300 metrów przed metą. Żarło i wydaje mi się, że ten drugi przejazd jechałem dużo szybciej niż pierwszy. To zawsze mogło być subiektywne odczucie. Co mogę więcej powiedzieć. Jestem wściekły. Na ten moment nie wiem, co dalej. Od euforii wpadłem we wściekłość. Muszę ochłonąć. Trochę mi żal, bo było nieźle i szkoda wyniku.

fot. Marcin Kaliszka