Marczyk na przesłuchaniu Autoklubu

pon, 20 listopada 2017 godz. 20:03:58 skomentuj rajdy

Mikołaj Marczyk | fot. Mateusz Banaś

Mikołaj Marczyk, mistrz Polski klasy Open N, pojawił się na przesłuchaniu Autoklubu i poopowiadał nam o minionym sezonie, planach na przyszłość, marzeniach oraz zdradził kilka wskazówek dla młodych kierowców, którzy chcieliby awansować na poziom RSMP.

- Gratulujemy tytułu mistrzowskiego. Spodziewałeś się, że ten sezon tak skończy się dla Ciebie?

MM: - Nie spodziewałem się tego i nie myślałem o tym na początku sezonu. To nie był dla mnie główny cel. Nie chciałem patrzeć na innych zawodników i wyniki. Chciałem skupić się na postępach w swojej jeździe i na wykonywaniu w dobry sposób swojej pracy. To, że na koniec przyniosło to taki efekt, sprawia, że jestem bardzo zadowolony.

- Na początku roku mówiłeś, że ten sezon ma być rokiem nauki i poznawania samochodu oraz zespołu. To zadanie wykonałeś w stu procentach?

MM: - Poznałem zespół i samochód. W aucie pod koniec sezonu czułem się bardzo komfortowo. Wiadomo, że za mną dopiero pięć rajdów i nie mogłem wszystkiego się nauczyć. Jeszcze sporo nie wiem o rajdach i jestem po pierwszym przetarciu. Dobre jest to, że podczas tego przetarcia pojawiły się małe sukcesy, ale czeka mnie jeszcze sporo nauki.

- Co w takim razie sprawia Ci największą trudność?

MM: - Mam problemy ze złapaniem tempa od pierwszego odcinka. Czasami też w trudniejszych warunkach nie potrafię wyczuć prędkości i odpuszczam za dużo. Zdarza się też, że na drugą pętlę nie wnoszę wszystkich poprawek, które sobie założyłem w technice jazdy. Nie wszystkie notatki docierają do mnie we właściwy sposób. Opis mam coraz lepszy, ale nadal ma pewne minusy. Wymieniam tutaj dużo rzeczy, ale w każdym z tych aspektów mogę poprawić się i gdy połączy się to w jedną całość, przyniesie to wymierne efekty.
Mikołaj Marczyk
- W swoim debiucie w RSMP wywalczyłeś drugie miejsce w OPEN N. Czy skromnie liczyłeś na to, że znajdziesz się na podium Rajdu Świdnickiego-Krause?

MM: - Nie myślałem o pudle i miejscach. Byłem skupiony na swojej jeździe. To był dla mnie rajd, na którym oceniałem swoje możliwości i widziałem po czasach, które zmiany, jakie efekty przynoszą. W pierwszym starcie podium nie było priorytetem. Drugiego dnia na pierwszym odcinku bardzo dużo przegrałem z Hubertem [Majem-red.] i Marcinem [Słobodzianem-red.]. Było mi wtedy przykro, że przy równym pierwszym dniu zanotowałem taką stratę. Wynik przyszedł obok, a na samym rajdzie sporo się działo. To, że rezultat nie był dla mnie najważniejszy, było widać na ostatnim odcinku. Przed nim traciłem pięć sekund do Huberta. Na pierwszej pętli poszedł mi on dobrze, ale nie atakowałem. Nie chodziło o zwycięstwo i podium.

- Kolejnym rajdem był szutrowy Rajd Gdańsk, ale dla Ciebie nie był on najlepszy. Czy wtedy poczułeś, że możesz mocniej zaatakować, czy końcowy rezultat był efektem sportowego pecha?

MM: - To był dla nas pierwszy szutrowy rajd. Przed nim mieliśmy dwa dni testów na tej nawierzchni. Na rajdzie miałem pewne problemy z samochodem i pierwszego dnia skupiłem się na tym, by dotrzeć do mety dnia. Nie myślałem o zbieraniu doświadczenia. Drugiego dnia miałem sprawne auto i niestety popełniłem rajdowy błąd. Przy wyjeździe na asfalt uderzyłem w krawężnik i skrzywiłem koło. Ta impreza była sumą niefortunnych zdarzeń. Po uderzeniu w krawężnik dojechaliśmy do mety odcinka, ale skrzywieniu uległa belka i ze względów bezpieczeństwa wycofaliśmy się z rajdu. To nie był dobry start. Wyszedł brak doświadczenia.

- Kolejnym startem miał być Rajd Rzeszowski, ale po przygodzie na testach nie mogłeś wystartować w rundzie mistrzostw Europy. Czy wówczas pojawiły się nieprzychylne słowa ze strony Subaru Poland Rally Team, że na trzy rajdy tylko jeden ukończyłeś? Była mowa o zastąpieniu Cię w zespole, czy mogłeś czuć wsparcie ekipy?

MM: - Ta sytuacja, gdzie rajdy były rozłożone na bardzo długi okres, była dla mnie bardzo trudna. Do końca nie znam swojej wartości i analizuję swoje wyniki i starty. Rajd Świdniki poszedł nam dobrze, na Rajdzie Gdańsk popełniłem błąd, a problem na testach spowodował, że nie wystartowałem w Rajdzie Rzeszowskim. To było dobijające i trudne. Nie chodziło nawet o podejście zespołu. Sam podchodzę bardzo rygorystycznie do swoich występów i byłem bardzo zły na siebie. Zespół nie był szczęśliwy z takiego obrotu sprawy, ale nie spotkałem się ze słowami dotyczącymi zastąpienia mnie w ekipie. Mogę powiedzieć, że w profesjonalny sposób zaoferowano mi właściwe wsparcie. Subaru ma już doświadczenie w startach z młodymi kierowcami i może dlatego ta wiara we mnie nadal była obecna. Bardzo dziękuję Panu Dyrektorowi, dzięki któremu dostałem się do zespołu i który zapewnił, że moja pozycja była względnie niezagrożona. Start w Rajdzie Dolnośląskim po tych przygodach nie był łatwy.
Mikołaj Marczyk
- Druga część sezonu była w Twoim wykonaniu rewelacyjna, ale czy po pierwszy trzech rajdach wierzyłeś w to, że będzie tak dobrze, czy skupiłeś się tylko na dojeżdżaniu do mety kolejnych imprez?

MM: - Na pewno po Rajdzie Rzeszowskim straciłem pewność siebie i jeśli chodzi o tempo jazdy, cofnąłem się o kilka kroków, ale to sprawiło, że w drugiej połowie sezonu dojeżdżałem do mety. Przy moim doświadczeniu nie byłem w stanie robić tego wcześniej w bezpieczny sposób. Na Rajdzie Dolnośląskim traciłem do Filipa [Nivetta-red.], który wygrał, 2,8 sekundy na kilometrze, a to jest bardzo dużo. Czwarte miejsce, które wywalczyłem, nie było efektem rewelacyjnej jazdy, a wielu kłopotów rywali, ale to są rajdy i jednym z elementów jest umiejętność dotarcia do mety. Moje tempo nie było najlepsze, ale zaprezentowałem mądrą jazdę.

- W takim razie na Rajdzie Nadwiślańskim utrzymałeś tempo, bo tam ten końcowy wynik nie był tak dobry, ale w ostatnim starcie pojechałeś rewelacyjnie i to chyba był dla Ciebie najlepszy rajd sezonu i Twojego życia.

MM: - Wisienką na torcie Rajdu Śląska był odcinek w Mikołowie, który wygraliśmy w klasyfikacji generalnej. To było super. Cały rajd układał się po naszej myśli. Mogę powiedzieć, że kontrolowałem sytuację, ale mam też powody do niezadowolenia. Gdy Łukasz Kotarba zbliżał się do nas, potrafiłem odpowiedzieć na jego ataki, ale gdy mieliśmy sporą przewagę, zaczynałem się gubić. Chciałem odpuszczać i on nas momentalnie doganiał. Nie byłem do końca zadowolony, ale ostateczny efekt był wspaniały i kibice mogli podziwiać walkę do samego końca.

- Walczyliście do ostatniego odcinka. Czy zeszłoroczne starty w mistrzostwach Śląska dały Ci pewną przewagę na Rajdzie Ślaska?

MM: - Rajd Mikołowska-Żorski z zeszłego roku pokrywał się tylko w około 800 metrach prawdziwych oesów z tegorocznym Rajdem Śląska, więc tu dużo nie zyskałem, ale same RSMŚl dały mi bardzo dużo. Pomogła mi bardzo dużo ilość ograniczników cięć. Droga była bardziej czysta, co przypomina moje naturalne środowisko, z którego wywodzę się. Brak cięć zmienia też linię jazdy tym, którzy startowali od lat. Droga niby jest ta sama, ale linia jest zupełnie inna.
Mikołaj Marczyk
- W tym roku z zespołem Subaru współpracował Wojciech Chuchała. Dużo nauczyłeś się od mistrza Europy ERC2?

MM: - Nauczyłem się bardzo dużo. Wojtek jest specjalistą i jednym z najlepszych polskich kierowców. Doskonale zna Subaru, którym startowaliśmy w tym roku i pokazał mi wiele tajników i sztuczek, które można stosować. Wojtek czasami po obejrzeniu materiałów z zapoznania mówił mi, że gdzieś leży kamień, który muszę ominąć, a sam nie wpadłbym na to i nie znalazłbym tylu niebezpiecznych miejsc. On zna te trasy i bardzo mocno pomagał nam. Polecam wszystkim kierowcom rajdowym współpracę z Wojtkiem.

- W drugim zespołowym Subaru zasiadł Marcin Słobodzian. Czy było u Was jak w F1 i porównywano was w zespole oraz mocno rywalizowaliście ze sobą, czy była to przyjacielska współpraca?

MM: - Myślę, że od początku sezonu obaj prezentowaliśmy podobne tempo. Na niektórych odcinkach, których obawiałem się, traciłem, ale w drugiej części roku walka była wyrównana. Na testach i rajdach nasze tempo było zbliżone i wynik na koniec sezonu nie jest adekwatny. Jest niekorzystny dla Marcina. W zespole nie odczułem, by któryś z nas był faworyzowany. Nie wiem, jak Marcin to odbiera, ale ja na przestrzeni całego sezonu oceniałem naszą współpracę bardzo dobrze.

- Nadal jesteś bardzo młodym kierowcą i bardzo szybko udało Ci się awansować do mistrzostw Polski. Co poradziłbyś swoim rówieśnikom, by tak szybko mogli znaleźć się na takim poziomie?

MM: - Rekomenduje ściganie się w kartingu, z którego wywodzę się oraz sim racing, czyli wszelkiego rodzaje symulatory i rozgrywki online. W tych środowiskach nie są wymagane ogromne środki, by dużo jeździć, a poziom rywalizacji jest bardzo wysoki. Jeżeli rozwijamy się na wysokim poziomie to rosną także nasze umiejętności. Trzeba starać się także, by swoją postawą i jazdą przekonywać do siebie nowe osoby. Nie byłoby mnie w tym miejscu, gdyby nie to, że poznałem osoby, które w jakiś sposób pomogły mi. Nie było to tylko wsparcie finansowe, ale także zaangażowanie. Trzeba pracować i pokazywać się z dobrej i pokornej strony. Młodzi ludzie muszą przekonywać do siebie innych, bo bez wsparcia nie jesteśmy w stanie nic zrobić. To szeroka rekomendacja, ale główne elementy.

- Ten rok dobiega już końca. Czy masz już plany na nowy rok?

MM: - Chcę jeździć w rajdach. Po tym sezonie zaraziłem się nimi i głód rywalizacji jest ogromny. Bardzo chcę rozwijać się i pokazywać z dobrej strony, ale na razie nie mogę nic zdradzić.
SPRT
- Załóżmy, że zostaniesz w ekipie Subaru i w RSMP? Czy dla Ciebie to będzie jakaś forma rozwoju, czy kolejny rok spędzony w Polsce będzie powielaniem pewnych schematów.

MM: - Drugi rok w mistrzostwach Polski nie będzie stratny. Przejechanie tych oesów drugi raz nie zaszkodzi. Jeśli chodzi o dalszą przyszłość, należy mocno zastanowić się nad kierunkiem startów. Osobiście nie mam całkowitego wpływu na to, gdzie będę jeździł, ponieważ jest to uzależnione od środków zebranych od sponsorów. Jeśli sytuacja sprawi, że w przyszłym roku będę mógł startować RSMP, to zrobię. W dalszej przyszłości chciałbym rozwijać się poznając nowe trasy.

- Myślisz bardziej o startach w mistrzostwach Europy, czy w innym krajowym czempionacie np. w Czechach?

MM: - Mam wrażenie, że każdy rok do tej pory spędzony w motorsporcie rozwijał mnie. Mam nadzieję, że przyszły sezon też taki będzie i po nim będę zastanawiał się, na co mnie stać jako kierowcę. Wiadomo, że marzę o europejskim czempionacie, ale obecnie nie jestem w stanie tego sprecyzować. ERC łączy ze sobą rundy asfaltowe i szutrowe, a stawka jest bardzo silna.

- Jeśli miałbyś wybór, by za dwa lata nadal startować w Polsce w barwach Subaru lub w ośką w mistrzostwach Europy, to na co postawiłbyś?

MM: - Myślę, że gdybym w dniu dzisiejszym miał zdecydować co będę robił za 2 lata to  wybrałbym mistrzostwa Europy. Natomiast trzeba pamiętać, że zespół Subaru startował już w FIA ERC. Ufam panu dyrektorowi co do naszego rozwoju i możliwe, że kiedyś w przyszłości pojawi się możliwość startów w mistrzostwach Europy.

- W tym roku mamy jeszcze Barbórkę Warszawską? Pojawisz się na niej i w jakim samochodzie?

MM: - Wystartuję na Barbórce. To dla mnie ważny rajd. Trasa jest superoesowa, a ja lubię takie oesy. Pojawimy się na pokładzie auta, którym startowaliśmy w tym roku ze zwiększoną mocą. Wojtek Chuchała i Dominik Butvilas pokazywali już, że tym samochodem można powalczyć o dobre wyniki.

- Tegoroczna Barbórka jest bardzo "torowa" i przydatne może okazać się Twoje doświadczenie z kartingu.

MM: - Widziałem plan toru Modlin i jestem pod wrażeniem tego obiektu. Jedynym minusem jest to, że znajduje się on w pewnej odległości od Warszawy. Zobaczymy, co uda się zrobić. Trzeba podejść z odpowiednim szacunkiem do tej próby. Każdy będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Ja będę musiał przyłożyć się do jazdy i może kartingowa technika przyniesie efekty.

 


fot. Mateusz Banaś/Marcin Kaliszka