Kuchar: Nieźle, ale ciężko
- No nieźle, nieźle, faktycznie... Ale ciężko - powiedział Tomasz Kuchar, po pierwszej pętli lider Krause Rajdu Elmot. - Ten rajd jest jeszcze strasznie długi, więc tu jakąkolwiek by się nie miało przewagę, jakiekolwiek tempo, to tu jest tak nieprzewidywalnie, że absolutnie się nie należy tym w ogóle podniecać. Po prostu, trzeba dalej najlepiej robić robotę - i tyle. Czy mamy coś nowego? Nie, to jest ten sam samochód, co w zeszłym roku.
- U nas w porządku - informował Maciek Baran, pilot Michała Sołowowa. - Są duże rezerwy. Do limitu to jeszcze kawał drogi.
- Musiałem się zatrzymać - opowiadał Leszek Kuzaj o przygodzie na OS 2. - Pękło mocowanie kierownicy Sparco i kierownica została mi w rękach. Stało się to na hopie. Wyobraźcie sobie wrażenie... Dohamowałem, ale nie za bardzo mogłem skręcać i po prostu leciałem w mur. Udało mi się rękami skręcić ten drążek. Nie wiem, jak długo stałem na tym oesie. Później włożyłem kierownicę, ale krzywo. To był duży problem, żeby ją włożyć. Miałem krzywą kierownicę, a reakcje samochodu były prawidłowe, więc nie mogłem się odnaleźć na drodze. Na dodatek - to moja wina, bo nie miałem za dużo treningów fizycznych - kiedy biegłem na pekac, złapał mnie skurcz prawej łydki. Leżałem po Michałkowej. Nie wiedziałem, czy pojadę dalej. Drugi, trzeci odcinek ze skurczem nogi. Na trzecim odcinku w większości była wyprostowana - ale bolało, jak cholera. Tempo na trzecim oesie też było dla mnie frustrujące z tego względu, że cały czas nie byłem pewny kierownicy i jechałem z bolącą nogą. Kierownica mogła mi wyskoczyć w każdej chwili. Musiałem ją dopychać, więc jechałem tak trochę kwadratowo. No cóż, mam nadzieję, że na tym przygody się zakończą.
- Na pierwszym odcinku było bardzo nerwowo, bardzo dużo błędów - przyznał Sebastian Frycz. - Na drugim, najdłuższym, na Michałkowej straciliśmy dużo sekund. Po prostu, chyba się boję hamować w punkt i za bardzo używam lewej nogi. Całe spadanie do Walimia jechaliśmy bez hamulca, ale czas był mimo wszystko dobry, tak że jesteśmy dobrze nastawieni. Plan na drugą pętlę? Tak jak zwykle - zaatakować.
- Jedziemy takim tempem, żeby nie narobić problemów - stwierdził Łukasz Habaj. - Jest bardzo bliski kontakt z Sebastianem Fryczem, tak że zabierzemy chyba tylko jedno koło na następną pętlę, żeby zrzucić 20 kilo. Żartuję! Tak naprawdę, jedziemy jakimś takim swoim tempem i jeszcze nie do końca czuję ten samochód - mimo tego, że jechaliśmy na Rajdzie Valasska. Na drugim oesie, w środku odcinka uderzyliśmy gdzieś kołem w zupełnie niewidoczny kamień i potem myślałem, że mamy kapcia. Ale widocznie Frycz też miał jakieś problemy, bo wymieniał koło po oesie. Jest ciasno - 5 sekund między nami. To mi się bardzo podoba!
- Wiedziałem, że na pewno od początku nie będę cisnął tak, jak trzeba, bo jednak jest kilka nowych rzeczy - wyjaśnił Michał Bębenek. - Mam jakieś opory na takich szybkich zakrętach. Do końca nie ufam czy ten tył mi przytrzyma. Muszę od nowa nauczyć się fajnie jeździć ośką nawroty. Niestety, tu już nic nie pchnie mnie z tyłu - ale jest dobrze. Myślę, że z odcinka na odcinek było coraz lepiej. Tak jak mówiłem, potrzebowałem przynajmniej takiej pętli, żeby uwierzyć, że to wszystko działa. A naprawdę działa bardzo miło. Zaczynam powolutku opierać się na tylnym kółku - jeszcze będziemy musieli zrobić drobną korektę zawieszenia, bo minimalnie za bardzo tym samochodzikiem buja. Postaram się tak to ustawić, żebym się mógł opierać.
- Pierwszy odcinek drugi czas, drugi odcinek kapeć, zmiana koła na odcinku, trzeci odcinek drugi czas - podsumował pętlę Kajetan Kajetanowicz. - Moje zdanie jest takie, żeby jechać nadal szybko, nadal atakować, nawet wyrzucić jedno koło, ale będziemy to konsultować z zespołem, bo ich zdanie się również bardzo liczy. Nic nie zmienialiśmy w zawieszeniu i nie będziemy niczego próbować. To jest bardzo skomplikowane, nowe zawieszenie - zbyt skomplikowane, żebyśmy mogli teraz coś zmieniać. Nie jest najgorzej na równych partiach. Tam, gdzie jest nierówno to prawda, że mamy problem z trafieniem w drogę, ale nie jest to tragedia. Ogólnie rzecz biorąc, jest dobrze. Ja też muszę trochę zaufać temu zawieszeniu. Jak widać po czasach, kiedy nie mamy kapci, jest naprawdę dobrze i tracimy do zwycięzcy tylko jedną sekundę. Raz wygrał z nami Leszek, za drugim razem my z nim wygraliśmy, a z kolei przegraliśmy z Tomkiem Kucharem - tak że jest OK. Dzięki nowej zwężce mamy 15 koni więcej. Sześć miesięcy nie siedziałem w takim samochodzie, więc trudno jest wyczuć 15 koni przy prawie trzystu. Na pewno jest odrobinę lepiej, choć samochody S2000 nadal mają przewagę technologiczną. Nie ma dwóch zdań.
- Wyskoczył przekaźnik - tłumaczył Paweł Dytko. - Z Sokolca na spadaniu jest takie duże podbicie, no i tak nas podbiło, że wyskoczył przekaźnik. Zanim to znaleźliśmy, minęły 4 minuty. Normalnie się wypięło - nie mieliśmy prądu, dotoczyliśmy się z 500 metrów. Dobrze, że pilot wpadł na pomysł, żeby otworzyć puszkę z przekaźnikami, no i jeden wystawał. Szkoda, że tak późno to znaleźliśmy. No, ale dobrze, że w ogóle tu jesteśmy, bo myślałem, że już będzie SupeRally.
Fot. Marcin Kaliszka


