Kościuszko celuje w WRC
W czwartkowy wieczór dziennikarze mieli okazję spotkać się i porozmawiać z wicemistrzami świata – Michałem Kościuszko i Maciejem Szczepaniakiem w warszawskiej restauracji Polskie Jadło Klasyka Polska. Zapraszamy do lektury!
Nie udało się wygrać w tym sezonie, ale zdobyliście tytuł wicemistrzów…
Michał Kościuszko: - To dla mnie na pewno duże osiągnięcie i sukces, mimo że startując do tego sezonu miałem określony cel - zdobycie tytułu mistrza. Walka była realizowana, a do przedostatniego rajdu była szansa na zdobycie tytułu. Niestety defekt na jednym rajdzie (pechowo, że właśnie na Rajdzie Polski), uniemożliwił mi zdobycie tego tytułu. Jestem drugi i cieszę się z tego miejsca, bo pokazałem, że jestem w stanie wygrywać rajdy, oesy i podjąć równą walkę. Oczywiście tym razem to się nie udało, ale myślę, że w przyszłości będę miał taką szansę.
Czy ten pechowy odcinek z Rajdu Polski śni się Tobie po nocach?
M.K.: - Oczywiście gruntownie sobie przemyślałem i przeanalizowałem co się stało, co było przyczyną tego wypadku. Zawsze staram się wyciągnąć wnioski i nie popełniać takich błędów w przyszłości. W walce o zdobycie tytułu jedzie się na limicie i takie rzeczy się zdarzają. To było świadome podjęcie ryzyka. Oczywiście w tamtym momencie ta decyzja może nie do końca była dobra, ale podjąłem walkę.

Który moment z tegorocznych mistrzostw świata wspominasz najmilej?
M.K.: - Najbardziej cieszy zwycięstwo w Argentynie, gdzie wystartowało tylko trzech zawodników w JWRC i wydawało się, ze rywalizacja będzie nieciekawa. Pierwszego dnia wypadliśmy z drogi. Właśnie wspominaliśmy ten moment, gdy czekaliśmy prawie sześć godzin na zwiezienie zepsutego samochodu do miasteczka. Wtedy byłem lekko podłamany. Wiedziałem, że jeśli nie wygram tego rajdu, to walka o tytuł będzie bardzo, bardzo ciężka. Strata około 15 minut wydawała się ogromna. Myślałem, że już jest po ptokach, ale okazało się, że nasi rywale także mieli przygody. Walczyliśmy dalej i odnieśliśmy zwycięstwo w tym trudnym i pięknym rajdzie. Bardzo się cieszę, że ten sezon zakończył się takim wynikiem. Mogło być lepiej, ale także mogło być gorzej.
Jak ocenicie poziom rywalizacji w JWRC?
Maciek Szczepaniak: - Każdy kto śledzi mistrzostwa świata widzi, że choć obsada była liczebnie mniejsza niż w poprzednich latach, to tak naprawdę kierowcy, którzy bili się o podium, byli dużego formatu. Martin Prokop potrzebował 5 lat, żeby zdobyć mistrzostwo w JWRC. Wiemy, że zespół Suzuki notorycznie dokonuje analiz i pomimo, że używamy gorszych opon niż wcześniej (teraz jeździmy na Pirelli, które maja trochę gorsze właściwości trakcyjne), to czasy na odcinkach specjalnych były lepsze niż wcześniej.
Co planujecie w przyszłym sezonie?
M.S.: - Wszystko zależy od tego, co znajdziemy pod choinką w tym roku (śmiech)
M.K.: - Jeżeli chodzi o WRC to te plany robią się coraz bardziej realne. Po pierwsze dlatego, że w tej chwili weszły nowe przepisy, stanowiące, że obecne samochody WRC będą zastąpione przez S2000 po niewielkich zmianach. Będą budowane na bazie aut S2000, które niewątpliwie są znacznie tańsze niż auta WRC, wiec i bardziej dostępne. Będzie potrzebny mniejszy budżet. Chciałbym zostać w mistrzostwach świata i jeżeli tylko będzie taka możliwość, chciałbym pójść wyżej - nie chce zostać w Juniorach. Klasa, którą chciałbym realizować to WRC Cup. To nowo tworzona klasa dla aut S2000, a rywalizacja odbywać się będzie podczas siedmiu rajdów, w tym w dwóch poza Europą. Na pewno przyciągnie ona uwagę mediów i wielu szybkich kierowców. Z tego co słyszałem także Martina Prokopa, mojego rywala od dłuższego czasu.
Czy wiesz już jakim autem będziecie walczyć w przyszłym roku?
M.K.: - W tej chwili jeszcze ciężko powiedzieć, testuję różne samochody. Jeździłem już praktycznie wszystkimi S2000, pozostał jeszcze tylko jeden, który na ten moment jeszcze jest nieosiągalny, ale już na początku listopada wybieram się na testy. Chodzi o Forda. Wtedy podejmę decyzję, zobaczymy jakie będą możliwości. W tej chwili są trzy marki, które się liczą - tj. Peugeot, Skoda i znak zapytania nad Fordem, który jest nowy i zobaczymy jak się będzie sprawował.
Którą z tych marek preferujesz?
M.K.: - Zobaczymy, w tej chwili najlepiej wygląda Skoda, bo osiąga najlepsze wyniki i jest najmniej awaryjna. Peugeot już ma wyrobioną markę, ale ostatnio z awaryjnością były pewne problemy, więc na pewno będzie to trudna decyzja. Przede wszystkim jednak mam nadzieję, że w ogóle będę mógł się zastanawiać nad wyborem któregoś z tych samochodów. Do tego niezbędny jest budżet - jeżeli taki uda się spiąć, to wystartuję w przyszłym roku w WRC Cup i wtedy wybór samochodu będzie przyjemnością.
Jakie macie oczekiwania na przyszły sezon?
M.S.: - Oczekiwania są takie, że chcemy startować samochodem, który pozwoli nawiązać nam walkę. Sprzęt ma bardzo duże znaczenie, choć samochód oczywiście sam nie jedzie i kierowca jest jego integralną częścią. Koncentrujemy się na tym, żeby wybrać najlepszą opcję dla nas. Nie jest ogromną tajemnicą, ze jeździliśmy w ubiegłym roku Peugeotem 207 S2000, w tym udało się nam testować Skodę na asfalcie, w przyszłym tygodniu będziemy w Toskanii na testach szutrowych Skody. W tej chwili to skupia naszą uwagę. W grę wchodzi jeszcze Ford...
M.K. - O Fordzie wiem chyba tyle samo, co wy, tzn. że istnieje taki samochód i jedyne co mogę powiedzieć więcej to to, że projekt wygląda interesująco, ale nie chcę się o tym aucie wypowiadać bez pokonania kilometrów testowych tym samochodem. Jak tylko będzie taka możliwość, będę testował ten samochód i na pewno was poinformuję o wrażeniach.

Czym wystartujesz w Warszawskiej Barbórce?
M.K. - Nie wiem czy w ogóle wystartuję w Warszawskiej Barbórce. Na pewno do końca roku kalendarzowego mam obowiązujący z Suzuki kontrakt, więc jeżeli będę na Barbórce w Warszawie, to na pewno pojadę samochodem marki Suzuki.
Czy żałujesz, że Suzuki nie ma w ofercie auta S2000?
M.K. - Nasza przygoda z Suzuki jest naprawdę długa. Współpracowaliśmy wtedy, gdy startowałem w mistrzostwach Polski i wspólnie wywalczyliśmy dwa tytuły mistrzów w klasie S1600. To kawał fajnej historii i bardzo wiele zawdzięczam tej marce. Chciałbym kontynuować starty w Suzuki, ale rozwój mojej kariery wymusza poszukiwania innego samochodu. Gdyby dysponowali takim autem, zapewne sytuacja byłaby inna. Nie wykluczam, że takie auto powstanie, więc… nie mówimy Suzuki „żegnaj”, ale „do zobaczenia”. Wierzę, że specjaliści, którzy zbudowali Swifta S1600, mogą stworzyć także Super 2000.
Po tak ciężkim sezonie zasłużyłeś na odpoczynek. Co robiłeś po rajdzie?
M.K. – Odpocząłem sobie już tydzień po ostatnim rajdzie. Zacząłem szybko tęsknić za rajdówką. Chciałbym jak najwięcej jeździć i wykorzystać tę przerwę zimową do jak największe liczby treningów. Warunki zimowe są bardzo dobre do trenowania i to doskonały sposób na rozjeżdżenie się przed kolejnym sezonem, a jazda po śniegu sprawia mi ogromną frajdę.
Śnieg jest także dobry dla nart...
M.K. - Tak, dla nart i dla snowboardu. Osobiście preferuję snowboard. Przerzuciłem się dwa lata temu na jedną dechę i sprawia mi to większą frajdę. Pod Krakowem jest parę ciekawych miejsc i do Zakopanego mam nie daleko. Jednak jak spadnie śnieg to raczej patrzę czy mam kolce w garażu i czy mogę już odpalać rajdówkę.
Pozostając przy temacie sportów zimowych - niebawem Igrzyska w Vancouver. Na kogo stawiasz?
M.K. - Ciekawe pytanie. Tak naprawdę nie wiem kto będzie nas reprezentował. Tomasz Sikora i Justyna Kowalczyk to są pewniacy do zdobycia medali, to sportowcy, którzy zdecydowanie mogą powalczyć. Także Adam Małysz jest światowej klasy zawodnikiem, z ogromnym doświadczeniem, także liczę na to, że Adam będzie kontynuował swoją wspaniałą karierę i zdobędzie medal.
Skoczyłbyś na nartach?
M.K. - Myślę, że na nartach bym nie skoczył, ale gdyby spróbować rajdówką skoczyć z takiego podjazdu, to mogłoby być ciekawie. Ken Block robił takie różne dziwne rzeczy. Na pewno chciałbym spróbować czegoś takiego, czemu nie... Mówi się, że Ken chce startować w WRC i moim zdaniem to świetny pomysł. Im więcej ciekawych ludzi, tym lepiej dla popularności tego sportu. Zawodników z Ameryki jest bardzo niewielu. W tym roku nikt nie startował w mistrzostwach świata. Podobno miałby jeździć w zespole z Atkinsonem, który jest bardzo dobrym kierowcą.
Cieszysz się, że Loeb został ponownie mistrzem świata?
M.K. - Myślę, że dla popularności tego sportu lepiej by było, gdyby ta dominacja została przerwana i żeby to Hirvonen zdobył tytuł. Jednak Sebastianowi się to należało - jest kierowcą niepopełniającym większych błędów - w tym sezonie pojawiło się ich kilka i dlatego sytuacja była taka napięta na koniec sezonu. Myślę, ze to kwestia jednego, dwóch sezonów i Sebastian przestanie się ścigać, także cieszmy się tym, że jeszcze jeździ i można popatrzeć na naprawdę dobrego kierowcę, w skali całej historii rajdów samochodowych.
Co myślisz o przejściu Kubicy do zespołu Renault?
M.K. - Myślę, że to będzie dla niego dobry rok. Renault ma na swoim koncie tytuły mistrzowskie i kilku dobrych kierowców. Robert też miał z nimi kontakt, wygrywając w World Series by Renault. Zna zespół, wie jaki tam jest system pracy. To jest ekipa i samochód, które umożliwią mu rozwój, czego nie można powiedzieć o ostatnim sezonie z BMW. Mam nadzieję, że Robert dostanie zespół, na jaki zasługuje.
Powróćmy na krajowe podwórko. Chciałbyś startować w RSMP?
M.K. - Jak najbardziej, chciałbym. Obrałem jednak inną drogę, jaką są mistrzostwa świata i chcę ją kontynuować. Jeżeli będzie to możliwe, zostanę w WRC tak długo, jak będą na to środki finansowe. Nie wykluczam startów w Polsce. Któregoś dnia chętnie wystartowałbym w RSMP, a nawet powalczył o zdobycie tytułu mistrza w klasyfikacji generalnej.
Może wygrałbyś z Bryanem Bouffier?
M.K. - Myślę, że jak najbardziej mogę z nim wygrać, jeżeli mielibyśmy bezpośredni pojedynek, to nie widzę przeszkód, żeby podjąć taką walkę. Bryan jest świetnym kierowcą na poziomie europejskim, więc jak najbardziej taka walka byłaby ekscytująca zarówno dla niego, jak i dla mnie.
Obserwujesz swoich kolegów w RSMP. Jak ocenisz ten sezon?
M.K. - Jeżeli chodzi o dramaturgię to był do naprawdę świetny sezon. Żaden kibic nie mógłby sobie wymarzyć lepszego zakończenia, walkę do ostatniego odcinka rajdu, tak jak w mistrzostwach świata. Myślę również, że Bryan uczciwie wygrał i to jest zwycięstwo, na które zasługuje najbardziej ze wszystkich. Jeździł najrówniej, dysponując tak naprawdę gorszym sprzętem niż np. Tomasz Kuchar. Sam jeździłem autem grupy N i S2000 i wiem jaka to jest różnica. Za to, że Bryan w ogóle nawiązywał walkę z S2000, należą się duże słowa uznania. A fakt, że wygrał z nimi na koniec sezonu, to naprawdę wielki sukces.

Znasz nowy system punktacji. Myślisz, że on jest sprawiedliwy?
M.K. - Jeśli klasyfikacja byłaby inna, że zwycięzca większej liczby rajdów zostaje mistrzem Polski, pewnie Bryan przyjąłby inną taktykę. On wie jak jest rozłożony system punktacji i dla niego najważniejsze było przywożenie punktów z każdego rajdu. Doskonale wie jak się gra w tę grę, umie w nią grać i umie wygrywać, a o to chodzi w tym sporcie. Nigdy nie miałem okazji startować w rajdzie, który byłby w ten sposób punktowany, bo to jest novum i pierwszy taki sezon w Polsce. Myślę, że to jest ciekawe przede wszystkim dla kibiców, bo cały czas jest chęć walki w kierowcach, nawet po odpadnięciu pierwszego dnia można dobrze punktować drugiego. Chętnie sprawdziłbym jak to działa w praktyce.
Jeśli miałbyś do wyboru jedną z rund w RSMP, w której chciałbyś wystartować?
M.K. - Wybrałbym Rajd Polski, w którym na pewno wystartuję w przyszłym roku. Nie planuję startów w całym cyklu RSMP, ale na pewno w Polskim pojadę i postaram się powalczyć o wygraną w tym rajdzie.
Wiesz, że sytuacja w polskich rajdach nie jest najciekawsze. Masz pomysł co można zrobić, żeby naprawić rajdy w Polsce?
M.K. - Ciężko powiedzieć… Nie tylko w Polsce jest kryzys i nie tylko u nas te rajdy podupadają. Jeżeli chodzi o poziom zawodników w RSMP, to naprawdę nie jest zły, ale trzeba poczekać na lepsze czasy. Drugą ważną kwestią jest organizacja. Rajdy trwają za długo. Według mnie najlepszym rozwiązaniem jest ich skrócenie. Byliśmy w tym roku treningowo na rajdzie w Estonii. Tam rajd trwał dwa dni. Cała ekipa mogła spać jedną noc. W piątek zapoznanie z trasą i odcinek testowy, w sobotę przez cały dzień odcinki specjalne, więc wieczorem mogliśmy wracać do domu. Pokonaliśmy tyle samo kilometrów oesowych, co podczas dwóch dni w mistrzostwach Polski. Zespół, który korzysta tylko z jednego noclegu, pozwala na ogromną redukcję kosztów. To zależy przede wszystkim od dobrej woli działaczy. U nas jest dużo eliminacji, które są bardzo długie.
Michał, czy czujesz się najlepszym polskim kierowcą rajdowym?
M.K. - Nie wiem czy jestem najlepszy. Czuję się kierowcą, który może jeździć szybko i może walczyć o zwycięstwa w rajdach do Mistrzostw Świata Juniorów. Zobaczymy jak będzie w kolejnych kategoriach, czy będę równie szybki. Wierzę, że wspólnie będziemy walczyć o wiele zwycięstw. Jeśli chodzi o najlepszego polskiego kierowcę, to musiałaby być dokonana bezpośrednia konfrontacja. Myślę, że już w przyszłym roku w Rajdzie Polski będzie ku temu okazja.
M.S. - Mam spory przegląd kierowców w Polsce i miałem tą przyjemność, że z kilkoma startowałem. Zdaję sobie sprawę, że kibice w Polsce są pod wrażeniem genialnych występów Bryana, natomiast trzeba spojrzeć na poprzedni sezon, gdy Michał był jedynym kierowcą, który potrafił wygrywać z Bryanem dysponując takim samym samochodem. Moje spostrzeżenia są takie, że Michał jest teraz bezapelacyjnie najszybciej jeżdżącym zawodnikiem w całym przekroju polskich kierowców. Myślę, że Leszek, z którym miałem przyjemność jeździć, próbowałby gonić Michała, a nie przed nim uciekać.
Fot. Marcin Kaliszka


