Rajd Rzeszowski 2017 - Grzyb: Zrobiliśmy krok w stronę mistrzostw Europy

wto, 8 sierpnia 2017 godz. 08:33:23 skomentuj rajdy

Grzegorz Grzyb i Łukasz Łuniewski | fot. Mateusz Banaś

Grzegorz Grzyb przyznał w rozmowie z Autoklubem, że czwarte miejsce wywalczone na trasach Rajdu Rzeszowskiego pozostawia pewien niedosyt, ale jednocześnie pokazuje, jak mocna stawka rywalizuje obecnie na trasach mistrzostw Europy. Kierowca Skody Fabii R5 po słabszym piątku zaatakował w sobotę i do podium zabrakło mu 12 sekund.

- Troszkę boli to, że nie jesteśmy na podium, ale miejsce w czołowej piątce to niesamowity wynik. Pokazaliśmy dobre tempo i notowaliśmy czasy w trójkach na pojedynczych odcinkach. Zabrakło drobnych dziesiątek, by zgarnąć oesowe zwycięstwo. Piątkowe odcinki, które jechały pierwszy raz były bardzo ciężkie. Nie mieliśmy żadnej wiedzy o nich. Poradziliśmy sobie z tym, a inne załogi miały przygody, których chcieliśmy uniknąć. Za mało jednak zbliżyliśmy się do granicy ryzyka i pojechaliśmy za wolno. Konkurenci uzyskali tam lepsze czasy. Wynik jest jednak na mecie i mocno o niego walczyliśmy. Jesteśmy zadowoleni - mówił Grzyb.

- To nasz sukces. Jeśli spojrzymy na to, jakie załogi i zespoły przyjechały do Rzeszowa, to nie ma, o czym dyskutować. Znamy się na motorsporcie i wiemy jak ci zawodnicy jeżdżą. Miałem okazję rywalizować z nimi na Kanarach. Wiedziałem jakie tempo trzeba mieć, by z nimi walczyć. Tutaj jechaliśmy bardzo szybko, co widać po polskiej stawce. Na czele jesteśmy my, Kajto i Bouffier, a pozostali zostali za nami. Cieszę się, że zrobiliśmy krok w stronę mistrzostw Europy i tempa tam prezentowanego. Z drugiej strony za mało ryzykowałem w piątek. Mogłem spróbować znaleźć kilka sekund. Do podium zabrakło nam tylko dwanaście sekund. W sobotę byliśmy już dużo szybsi. Wiadomo było, że drugi etap będzie łatwiejszy. W harmonogramie były znane nam odcinki takie jak Lubenia i Korczyna. Na piątkowych oesach wiele załóg nie poradziło sobie i odcinki były przerywane. My pojechaliśmy w granicach naszych możliwości. Taka jest jeszcze różnica pomiędzy najlepszymi a nami i wiemy, ile pracy nas czeka - dodał, oceniając występ w domowym rajdzie.

- Pierwszy oes pojechałem za ostrożnie i tam uciekło dziesięć sekund. Drugi i trzeci odcinek przejechałem przyzwoicie, a na czwartym pojawiło się sporo syfu i tam dałem ciała. Wydawało mi się, że tempo nie jest złe, ale na mecie okazało się inaczej. Powinienem pojechać szybciej. Zabrakłoby to do zwycięstwa, ale mieliśmy szansę na podium - dodał.

- Pojedziemy na Rajd Barum i Rajd Rzymu. Poza tym czeka nas sporo imprez na Słowacji i w Czechach, więc przed nami jeszcze sporo startów w tym roku. Ten rok na Słowacji jest dla nas pod górę i uciekło nam trochę punktów. Obecnie jesteśmy na trzecim miejscu w klasyfikacji sezonu i musiałoby się wiele zdarzyć, by wrócić na fotel lidera, ale nie składamy broni. Pojedziemy tak szybko jak potrafimy, ale konkurencja też jest silna. Zarówno Koci, jak i Valousek potrafią szybko pojechać. Tanio skóry nie sprzedamy - zapowiedział.

- Nie myślimy o klasyfikacji generalnej FIA ERC. Marzenia to jedna kwestia, a realia sprawiają, że trzeba twardo stąpać po ziemi. Od początku wiedzieliśmy, że zaliczymy pięć rund, co stawiało nas w trudnej pozycji, ale strata dziewięciu punktów do trzeciego miejsca brzmi dobrze. Dobrze być w grze, ale to nie zmienia naszych planów. Nie mamy budżetu na Rajd Lipawy i nadal walczymy nad finansami na Rajd Rzymu. Optymistycznie podchodzimy do tego i jeśli sytuacja dobrze poukłada się, to będzie to dla nas miłe zaskoczenie - zakończył.