Dopchani do mety

wto, 2 lutego 2010 godz. 17:25:51 skomentuj rajdy

Mancin/Wisławski- Ciężko byłoby spisać wszystkie problemy i przygody, jakie przytrafiły nam się w ten weekend - mówił Andi Mancin po 12 miejscu w Sno*Drift Rally. - Na szczęście, mimo niepełnego budżetu udało nam się wystartować w rajdzie, jednak w najgorszych myślach nie wyobrażałem sobie, że wszystko potoczy się tak źle. Warunki, jakie na nas czekały na trasie, były po prostu nie do uwierzenia. Jazda w wielu miejscach przypominała bardziej wyścigi Andros Trophy niż rajd samochodowy. Najlepszym przykładem jest chyba fakt, że średnie prędkości na odcinkach rzadko przekraczały 60 km/godz.

Poważne problemy dla nas zaczęły się na drugim odcinku specjalnym. Od połowy odcinka jechaliśmy już na całkiem wylanych amortyzatorach, a później doszedł do tego kapeć. Jazda takim autem w tych warunkach skończyła się wypadnięciem z drogi. Przytrafiło nam się to w miejscu, w którym było niewielu kibiców i zanim wróciliśmy na trasę, zanotowaliśmy pierwszą poważną stratę. Podobne dramaty przeżywaliśmy jeszcze wiele razy. W chwili, gdy wysiadł nam rozrusznik i po raz kolejny staliśmy na trasie, miałem już naprawdę ochotę wyjść z samochodu, poddać się i wrócić do domu. Na każdym kroku spotykałem polskie flagi i polskich kibiców, którzy trzymali za nas kciuki i starali się dodać nam otuchy. Największe podziękowania należą się przede wszystkim trzem Polakom z Chicago z „POLISH POWER”. Dziękuje Wam, chłopaki!

Przyznaję się do tego, że oprócz problemów technicznych i zwykłego pecha, zdarzyło mi się także kilka błędów, które dużo nas kosztowały. Na zapoznaniu panowały lepsze warunki i znacznie lepsza przyczepność, niż już na samym rajdzie, dlatego źle dobraliśmy nastawy zawieszenia i podtrzymanie turbo. Ale w tych warunkach to chyba wszyscy mieliśmy podobne problemy. Prawda jest taka, że budżet, który udało nam się zgromadzić, był dalece niewystarczający i nie pozwoliło nam to odpowiednio przygotować do rajdu i nasz sprzęt, i cały zespół.

Wszystkie te czynniki spowodowały, że dotarliśmy do mety na odległej 12 pozycji, chociaż to i tak cud, że udało nam się dotrzeć do końca. Udało nam się to tylko dzięki pomocy Arka Gruszki, który wprost zderzak w zderzak dopchał nas do mety, za co bardzo mu dziękuję. Przykro mi, że sprawiliśmy zawód sponsorom i tak licznie zgromadzonej Polonii. Jestem za to pełen podziwu i szacunku dla postawy Travisa Pastrany. Widziałem jak wygląda jego obojczyk i w jakim jest stanie. Trudno uwierzyć, że był w stanie wystartować, a to że wygrał i to jeszcze w takich warunkach, to już wykracza poza moją wyobraźnię.

Wyjeżdżamy z Michigan z trzema punktami w klasyfikacji. To niewiele, ale jak pokazał zeszły sezon, każdy najmniejszy punkt może mieć decydujące znaczenie, dlatego cieszy nas i to. Dziękuje jeszcze raz całemu zespołowi, sponsorom - firmom KAM, Pirelli i Skobierski Stropy - za wspólny wysiłek i kibicom za wsparcie.

Mancin/Wisławski